Oszczędności – czyli gwarant spokojnego snu

Mając dwadzieścia siedem lat czuję, że jestem jeszcze na początku drogi – jednak panuje we mnie uczucie zmarnowania pewnego potencjału. W odniesieniu do tematu posta oczywiście. Kiedy człowiek jest młody niezbyt myśli o swojej przyszłości – przynajmniej w moim przypadku tak było. Dopiero w momencie kiedy założyłem ze swoją partnerką teraz już żoną rodzinę zdałem sobie sprawę, że czas pewne sprawy poukładać i głównie chodziło o finanse.

Przypuszczam, że każdy z nas kto nie urodził się z dodatkiem od rodziców w postaci konta z sześciocyfrowymi kwotami miał w swoim życiu okres, w którym żył od pierwszego do pierwszego. Z racji, że w szkole nikt nie edukuje nas w temacie finansów osobistych czy oszczędzania to nie mając wiedzy żyło mi się w tym stanie dobrze. W zasadzie niczego mi nie brakowało, jak potrzebowałem coś kupić na już z większych wydatków to brałem na raty, bo przecież po to są i nie myślałem co będzie dalej. Pracowałem, zarabiałem, wydawałem. W momencie kiedy na świat przyszła moja córeczka zdałem sobie sprawę, że moja sytuacja finansowa nie może tak wyglądać. Co kiedy będę potrzebował pieniędzy na prywatnego lekarza, bo na NFZ okres czekania będzie zbyt długi? Skąd wezmę pieniądze na dodatkowe zajęcia dla mojego dziecka, na edukację i dobry start w przyszłości? To były pytania które pojawiły się w mojej głowie. Zacząłem powoli przestawiać swój tryb zarób – wydaj na zarób – oszczędź – ogranicz wydatki. Na szczęście okazało się, że polubiłem się z pieniędzmi na moim koncie. Idąc za radami z takich książek jak np. „Finansowy Ninja” Michała Szafrańskiego (swoją drogą świetna książka na rozpoczęcie swojej przygody z oszczędzaniem – tutaj recenzja tej książki) utworzyłem na swoim koncie oszczędnościowym fundusz awaryjny – pierwszy krok zabezpieczający przed nieprzewidzianymi wydatkami. Tak zaczęła się moja historia z oszczędzaniem.

Jednak w dzisiejszej rzeczywistości wielu ekspertów jest zdania, że oszczędzanie to strata. Przy obecnej inflacji posiadanie oszczędności równa się oddawaniu części tego kapitału tak naprawdę na rzecz wydatków budżetu Państwa. Czy w takim razie wszystkie pieniądze, które posiadamy powinniśmy lokować w inwestycjach licząc na to, że nie stracimy i dadzą one nam procentowy zwrot ponad inflację? Moim zdaniem nie. Inwestowanie nawet małych kwot to przywilej ludzi posiadających oszczędności zabezpieczające najbliższą przyszłość. Jeżeli nie mamy jakichkolwiek oszczędności nie widzę sensu ryzykowania pieniędzmi, które są nam potrzebne – przekonałem się zresztą swego czasu o tym na własnej skórze 🙂

Wracając jednak do tematu, posiadanie oszczędności nawet w czasach rosnącej z miesiąca na miesiąc inflacji jest potrzebne, żeby utrzymać spokój ducha. Kiedy na koncie posiadasz pieniądze które zabezpieczą Ciebie i Twoją rodzinę na najbliższe miesiące sprawia, że znacznie łatwiej jest obchodzić się z samymi pieniędzmi jak i ich zarabianiem. Ja osobiście jestem cały czas z realizowaniu strategii zwiększania swojej poduszki finansowej. Do osiągnięcia celu jeszcze mi daleko, ale mogę już sobie pozwolić na małe inwestycje w ramach edukacji – zbierania doświadczenia na temat tego jak zachowują się rynki i radzić sobie z minimalizacją strat oraz realizacją zysków. Zalecam, a jakbym mógł zmusiłbym Cię do tworzenia swojej własnej poduszki finansowej. Nigdy nie wiadomo co przyniesie kolejny miesiąc, być może Twój pracodawca stwierdzi że nie jesteś mu już potrzebny. Co wtedy? Będziesz szukał nowej pracy zapewne na gwałt chcąc coś złapać żeby utrzymać stały dochód. Posiadając oszczędności masz ten przywilej, że nie musisz brać tego co rynek Ci zaoferuje za pieniądze, za które w normalnej sytuacji nie przyjąłbyś oferty. To właśnie gwarant spokoju o którym piszę. Myślenie o przyszłości zobligowało mnie do oszczędzania, oszczędzanie pchnęło mnie do myślenia o samorozwoju, żebym mógł oszczędzać więcej. To pozytywnie nakręcająca się spirala, która wprawia mnie w dobry nastrój. Odkąd pojąłem naturę tego zjawiska i wziąłem w ręce stery swoich własnych finansów czuję się znacznie lepiej. Widzę to również w stosunkach z moją rodziną. Nie jestem jeszcze w tym mistrzem czego przykładem będzie miesiąc listopad – nie byłem świadom tego co może mnie spotkać – otóż w tymże miesiącu drastyczne podwyżki i pewne zaplanowane wydatki sprawiły, że musiałem wydać niecałe czternaście tysięcy złotych. W większości jednak nie były to wydatki planowane, gdyby nie zabezpieczenie finansowe przy mojej pensji oraz mojej żony, ten miesiąc zamordowałby nasz budżet domowy. Tymczasem nie musieliśmy się z racji najkosztowniejszego miesiąca w roku zadłużać się czy też mocno ograniczać nasze standardowe wydatki. Właśnie o tego rodzaju spokoju mówię.

Dlatego apeluję! Jeżeli jeszcze nie oszczędzasz zacznij to robić, choćby małe kwoty. Rób co się da, żeby zacząć oszczędzać. Jeżeli przy obecnych wydatkach nie jesteś w stanie oszczędzać to ogranicz wydatki. Jeżeli są to wydatki, które musisz ponosić bo pozwalają Ci żyć to niestety nie pozostaje Ci nic innego jak zacząć podnosić swoje kwalifikacje i znaleźć lepiej płatną pracę. Oszczędzanie to powinien być Twój obowiązek. Jak zaczniesz to robić, zobaczysz że zacznie być łatwiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Może Ci się również spodobać